Strona główna

Operacja plastyczna rozumu


To przewrotnie miłe, że czas płynie. Rozdaje doświadczenia, ale nie zmusza do wyciągania wniosków. Mimo wszystko, z bólem serca, czas przyznać, że rośniemy.
Przekartkowałam mały fragment tego, co było. Śmiałam się, akceptując tą kolej rzeczy - od pierwszych spotkań, bezpoziomowych rozterek, przez bezpretensjonalne wahania nastrojów, uczuć mieszanych z chęcią zabawy i potrzebą realizowania głupoty charaktersytycznej dla tych lat, aż do dzisiaj. Do dnia dzisiejszego. I NIE MAM do siebie żalu, choć tyle razy płakałam i śmiałam się, bo Ty płakałeś. Zapominam o tym, że to Twój śmiech był spowodowany moimi łzami. To już nie te priorytety, mój drogi. Teraz doceniam. Akceptuję to i podchodzę ze spokojem. Bo może to w końcu... ;]

Wracając do moich rozmyślań na temat incydentów lat poprzednich - miło było być independent, mimo tego, że to już każdej z nas nosami i dupami powychodziło. Do dziś mam zdjęcie na drzwiach z dumnym napisem - don't depend on no man. Choć to sie ma do teraźniejszości jak jajko do ogórka kiszonego z parówką i kakaem na deser, uśmiecham się. Nigdy niezapomnę o wyprawach bliższych i dalszych. O radości, jaką przynosiło mi realcjonowanie ich tutaj. O głupich i z pozoru prostych komentarzach - zauważcie, jaką moc nadaje im płynący czas. A okręt rozbity o skałe i zwarcica w parze z martwicą? Bo byłyście ze mną wtedy, jesteście teraz i WEŹCIE ZOSTAŃCIE.

Żeby kurwa nie było - jestem szczęśliwa jak stąd do kosmosu, dwa razy przez drogę mleczną z przesiadką w Miami.


A te wspomnienia - wielki ukłon w ich stronę.


by krowaa | 2008-03-26 22:43:54 | skomentuj! (4)